poniedziałek, 11 sierpnia 2014

rozdział 3

*Amanda's POV*
Kiedy wchodzimy do domku otulam się bawełnianym sweterkiem. Wnętrze jest dość nowoczesne, ale przytulne. Salon, kuchnia i dwa pokoje z łazienkami na parterze. Na pierwszym piętrze cztery pokoje także z  łazienkami. Oblizuję spieszchnięte usta i proszę chłopców by zanieśli moje bagaże do któregoś z pokojów na górze, a potem z Sashą kieruje się do kuchni. Tam zabieramy się do przygotowania sobie nisko kalorycznych shaków ze świeżymi truskawkami. Tak na prawdę wszystko robi moja przyjaciółka a ja tylko siedzę na blacie i mówię jej o wszystkim co chce zrobić tego lata. Macham nogami uśmiechając sie sama do siebie i upewniając się w duchu, że nic ani nikt nie zepsuje mi tego. Kiwam głowa i przyjmuję dużą szklankę z kolorową słomką. Postanawiamy rozsiąść się na wygodnej i na pewno niesamowicie drogiej kanapie przed płaskim telewizorem o podobnej wartości. Kładę nogi na niskiej ławie przed nami sącząc pyszny, chłodny napój. Przełączamy na E! gdzie oglądamy Keeping Up With the Kardashians. Właściwie to robimy tak każdego wieczora spędzonego w domu. Wprost uwielbiamy patrzeć na życie tej rodziny. Czasami przyłapuję się na myśli, że sama chciałabym mięć wiele dzieci i kochającego męża.
-Kim ma naprawdę zajebisty tyłek. -mówi Sasha na co z uśmiechem się zgadzam.
-Chciałabym sobie taki wyrobić, ale to oznacza dużo ćwiczeń. -chichoczę, a ona mi wtóruje wypijając do końca shake. Wzdycha cicho po czym patrzy na mnie swoim morderczym spojrzeniem na co tylko wywracam oczami. -Okej, więc co?
-Jeśli nie chcesz żeby cokolwiek zepsuło nam te wakacje musisz być miła dla Zayna i Harry'ego. -mówi szybko i bez ogródek na co ja tylko jęczę odchylając głową.
-Wiem. -wypuszczam z siebie westchniecie i poprawiam się na kanapie gdy słyszmy dwie pary nóg schodzące po drewnianych schodach. Następnie Harry siada po mojej prawej stronie, a Zayn po lewej. Co za ironia prawda? Prycham cicho pod nosem połykając ostatni łyk po czym odstawiam szklankę na szkło.
-Więc Amando? -zaczyna Harry, a kiedy na niego patrzę przejeżdża swoim długim językiem po swojej dolnej wardze. O mój boże, czy ja właśnie pomyślałam o nim w kontekście seksualnym?! -Powiesz mi jak spotkałaś Zayn'a? Bo ten dzieciak nigdy mi tego nie powie. -Słysze prychniecie Zayn'a, a potem czuje jak oplata ramie wokół moich ramion.
-Spotkaliśmy się w liceum. - i kiedy to mówi może tak a może i nie uśmiech zajmuje połowę mojej pulchnej twarzy. Spuszczam głowę i przygryzam dolną wargę żeby go ukryć, ale to wydaje się niemożliwe. -Zaczęliśmy się przyjaźnić, a przyjaźń przerodziła się w miłość. Wyjechaliśmy na studia, a ja tak jakby posprzeczałem się z jej najlepszym przyjacielem. -wzrusza nonszalancko ramionami, a ja prycham wywracając oczami i odsuwam się od niego na tyle ile to możliwe.
-Pobiłeś go po tym jak zabrałeś mój wianek i ogłosiłeś to wszystkim w szkole! -warczę i wiem, że nie mówimy im całej prawdy przez co w duchu naprawdę wiruje ze szczęścia. Marszczy na mnie brwi, ale nic nie mówi. Reszta także się nie odzywa kiedy na E! pojawiają się Giuiliana i Bill. Biorę nasze brudne szklanki do kuchni i postanawiam je umyć ręcznie żeby zająć czymś moje rozszalałe myśli. Czemu powiedział im właśnie taką wersje? Nie to żebym była zła, ale może trochę... rozczarowana? To bardzo dziwne, bo przecież ja go naprawdę z całego serca powinnam nienawidzić. To tak bardzo poplątane, że jedyne co w tym momencie mam ochotę zrobić to rzucić się na łóżko i zasnąć ze słuchawkami w uszach przy anielskim głosie Beyonce. Odstawiam szklanki na suszarkę kiedy do pomieszczenia wchodzi Zayn. Absolutnie czuje jak powietrze robi się bardziej gęste. Zaciskam usta wycierając dłonie w ściereczkę po czym odwracam się tylko po to by zobaczyć, że chłopak stoi dokładnie przede mną.
Odejdź - emanuje moja podświadomość. Ale moje serce i zapewne całe ciało po prostu wrzeszczy z za dużą nutką dramaturgi 'DOTKNIJ KURWA MNIE!'. Wstrzymuje oddech kiedy podnosi rękę, ale szybko ją cofa widząc moją reakcje. Szybko go omijam.
-Dobranoc. - mamroczę do dwójki w salonie i szybko wskakuje po schodach omijając po dwa. Zamykam drzwi w swojej sypialni. Biorę kosmetyczkę oraz piżamę po czym kieruję się do łazienki. Po szybkim prysznicu osuszam włosy ręcznikiem po czym je rozczesuje i wiążę w kucyka. Szczotkuje zęby i wracam do sypialni. Wskakuje pod pościel zgaszając lampkę nocną. Wkładam słuchawki mojego iPoda do uszu po czym zamykam oczy odpływając przy cichych dźwiękach 'Halo'.

Następnego ranka schodzę na dół gdzie wszyscy już jedzą śniadanie. Wchodzę do kuchni i widzę jak ręką Zayna z widelcem zamiera w połowie drogi do jego ust. Patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami. Marszczę brwi, ale potem przypominam sobie, że jestem tylko w shortach i topie. Wywracam oczami.
-Hej Manda - Harry owija swoje ramie wokół mojej szyi a ja śmieję się na to nowe przezwisko. Podchodzę do blatu i otwieram szafkę, ale oczywiście nie dosięgam do półki gdzie stoją płatki. Zanim nadążam się zorientować silne ramie sięga nade mną i chwyta pudełko bez problemów.
-Podziękujesz mi potem ssąc mojego kutasa. -szepcze mi Zayn do ucha na co ja nic nie poradzę upuszczając pudełko na ladę. Zakrywam usta dłonią kompletnie zszokowana i można usłyszeć tylko mój głośny oddech podobny do tego po ostrym seksie oraz zwycięski chichot chłopaka wychodzącego właśnie po schodach. Po chwili nasypuje płatki do miseczki i zalewam je mlekiem po czym siadam przy stole by spożyć pożywne śniadanie. Kiedy Sasha schodzi na dół ma potargane włosy i zaczerwienione usta. Delikatnie się krzywię na ukucie zazdrości w moim brzuchu, ale... Co do kurwy?! Z kim ona to robiła i dlaczego jestem zazdrosna?
-Hej Am, smacznego. -mówi głosem z lekką chrypką na co ja prawie krztuszę się płatkami.
-Któremu obciągałaś? -burczę, a ona patrzy na mnie rozwierając te swoje puszczalskie usta.
-Um... -spuszcza wzrok jakby teraz posadzka w kuchni była z diamentów. Wywracam oczami i odstawiam miskę z hukiem do zlewu.
-Nie zepsuj tych jebanych wakacji. -warczę i wiem, że później będę musiała ją przeprosić ponieważ jestem bardzo niemiła, ale w tym momencie mam to kompletnie w dupie. Idę do swojej sypialni i nadal mam zamiar pójść w góry tak jak powiedziałam to wczoraj. Czy z moją najlepszą przyjaciółką obciągaczką każdego kutasa stającego na jej drodze czy bez niej. Ale najlepsze jest to, że w mojej głowie wciąż odbija się echem to co powiedział mi dzisiaj Zayn. Czy on sugerował, że teraz tak jakby moja kolej? Po tym co wczorajszej nocy zrobiła mu Sasha? Oh kurwa.
Wybieram czarną oblegającą bluzkę z rękawami trzy czwarte oraz jeansowe spodenki i traperki. Szczotkuję zęby i włosy oraz nakładam lekki makijaż. Do plecaka chowam picie, apteczkę (na wszelki wypadek) i bluzę. Zakładam go na plecy i okulary przeciw słoneczne na nos po czym schodzę po schodach. Rozdziwamia usta kiedy wszyscy stoją przy drzwiach przygotowani na wyjście w góry.
-Um okej. -odkasłuję cicho po czym wychodzę pierwsza przez drzwi.
-Jedziemy moim. -mówi Zayn, a ja staję kładąc dłonie na biodrach. Wywraca oczami. -Co?
-Wiesz gdzie jedziemy?
-Nie?
-Więc jedziemy moim.
-Mogę ci dać przejażdżkę w moim cacku. -mówi a potem przygryzająca wargę. Wiem, że ułożył tą odpowiedź tak by dać mi do zrozumienia, że chce mnie pieprzyć w jego aucie. Więc wszystko w moim ciele, a szczególnie mojej libido kiwa podekscytowane głową. Wywracam oczami.
-Więc daj mi cholerne kluczyki chodzący podtekście seksualny. -burczę, a on chichocząc daje mi kluczyki. Pozostała dwójka nic nie mówi i wsiada na tylne siedzenia. Ja natomiast usadawiam się za kierownicą. Wkładam kluczyk do stacyjki i ustawiam wszystkie lusterka po to by po prostu podenerwować Zayna, bo są za idealnie ustawione. Uśmiecham się pod nosem kiedy wzdycha ciężko,a  potem specjalnie trochę za szybko startuje na co w irytacji zakrywa twarz w dłońmi a ja śmieje się cicho.
-Spoko loko. -mówię mu włączając muzykę.
-Obie ręce na kierownicy! -wrzeszczy, a ja wręcz podskakuje mocno marszcząc czoło. -To.moje.kochane.auto.
-Aww - przeciągam, a zaraz po tym wydaję z siebie odruch wymiotny. Po piętnastu minutach napiętej atmosfery w samochodzie, którą Harry chciał rozładować swoimi żartami zaparkowałam na parkingu płatnym 5 euro za cały dzień. Na szczęście wejście do Parku Krajobrazowego było darmowe przez co nie musiałam słuchać więcej jęków Sashy, bo 'mniej kosztowałby nas wypad na zakupy'. Idziemy po długiej asfaltowej drodze, a kiedy dochodzimy do bacówki prawie podbiegam do niej.
-Komu tego górskiego sera? -głośno pyta Harry, a ja podnoszę rękę oraz blokuje z nim spojrzenie przez co mogę dostrzec urocze dołeczki kiedy się uśmiecha. To chore. Zayn musi być adoptowany bo nie dość, że jest brzydszy to jeszcze jest chujem w porównaniu do swojego brata. Podchodzę do budy gdzie na łańcuchu przywiązany jest duży biały pies. Ma śliczne, niebieskie oczy a ja wprost nie mogę się oprzeć kiedy na moje usta wpełza wielki uśmiech. Zaraz po tym prawie piszczę kiedy zza drewnianego domku wybiega pięć małych szczeniaczków prawie potykając się o własne łapy. Wydymam dolną wargę i mrugam szybko.
-Są takie słodkie - słysze Sashę i nie mogę uwierzyć, że wyszło to z jej wydymanych wcześniejszej nocy ust. Wzdycham i kiwam głową po czym dostaję oscypka od Harry'ego. Dziękuje mu promiennym uśmiechem i obiecuje, że kiedyś też kupie mu jednego. Idziemy dalej rozmawiając o błahych sprawach i co chwilę śmiejąc się z czegoś. Zayn i Sasha idą za nami, ale nie odwracam się bo nie chce widoku jej przyssanej do jego twarzy. Kiedy przechodzimy przez mostek nad górskim strumieniem szybko robię parę zdjęć, a jedno z nich od razu ląduje na Instagramie oraz Twitterze. Nie oczekiwanie, o losie, obok mojego ramienia pojawia sie Zayn.
-Co robisz myszko? -mówi z tym swoim zawadiackim uśmiechem. Wie, oh kurwa bardzo dobrze, że wprost kochałam kiedy tak do mnie mówił za czasów liceum. Wywracam oczami.
-Cóż, wydaje mi się, że wcale nie przejąłeś się tym, że nienawidzę cię i nie widzieliśmy się przez kilka dobrych lat.
-Dokładnie cztery lata. -mówi, a ja delikatnie uśmiecham się, że to pamięta. Oczywiście, że kurwa pamięta bo kończył z tobą liceum tempa idiotko. -Więc ukończyłaś ten kierunek studiów, który chciałaś? -pyta, a ja kiwam głową nie patrząc na niego.
-Tak, od października zaczynam strzaż w szpitalu na Manhattanie. -mówię mu wzruszając ramionami.
-Naprawdę? Mieszkam tam.
-W szpitalu? -chichoczę unosząc brew, a on wywraca oczami. -Nie wywracaj na mnie oczami.
-Bo? -przejeżdża koniuszkiem języka po dolnej wardze - Bo działa to na ciebie tak jak na tego faceta w tym pornolu, którego uwielbiasz czytać?
-To nie jest pornol idioto. Ta książka ma zupełnie inne przesłanie. -burczę krzyżując ręce na piersiach.
-Po pierwsze nie jestem idiotą, a po drugie jeden pies skarbie.
-Po pierwsze - naśladuję jego głupkowaty ton naprawdę zdenerwowana- Jesteś, a po drugie to zupełnie dwa inne światy. Porno -wywracam oczami - i książka opowiadająca o głębi uczuć.
-Cokolwiek mała.
Nic już nie mówię, on także. Zaczynamy się wspinać pod górkę wyłożoną kamieniami. Muszę się skupić by ostrożnie stawiać stopy, ponieważ mogę się poślizgnąć i sobie coś zrobić. Zaciskam ręce w piąstki naprawdę się starając wchodzić pod górę kiedy słyszę wysoki pisk mojej przyjaciółki, a potem widzę jak upada na tyłek. Unoszę wysoko brwi kiedy łapie się za kostkę. Szybko przy niej kucam.
-Sash? Co jest? -mówię kiedy przychodzą również Zayn i Harry.
-Cholera, noga mi się wykrzywiła i chyba skręciłam kostkę. -krzywi się, a ja wzdycham.
-Musimy wracać. -mówię zawiedziona i wstaje. -Weźmiecie ją?
-Jasne. -mówi Harry, a potem mamroczę do niej coś w stylu 'chodź księżniczko' wsuwając dłoń pod jej plecy i kolana, bierze ją na ręce w ślubnym stylu.
-Nie! -mówi szybko blondynka na co wszyscy patrzymy na nią zdziwieni.- Ty z Zaynem możecie iść. -wzrusza ramionami patrząc na mnie gdy przygryzam wargę marszcząc czoło.-Wiem, że naprawdę chciałaś tam iść.
-Możemy pójść kiedy wydobrzejesz.
-Nie, jest okej. Tak daleko zaszliśmy! -mówi wydymając dolną wargę i pociera moje ramię.
-Nie mogę cię tak zostawić, no!
-Jasne, że możesz! Harry jest ze mną, pojedziemy na pogotowie a potem po was wrócimy. Racja? -patrzy na Harry'ego a on wzrusza ramionami. Patrzę na Zayna lekko poddenerwowana.
-Czy ty..- zaczynam, a on od razu kiwam głową na co się uśmiecham. -Okej, ale Harry proszę upewnij się, że ta niezdara nic już sobie nie zrobi. -mówię poważna patrząc na bruneta. Szybko kiwa głową a potem oddaję mu kluczyki oraz dokumenty. Wzdycham patrząc za nimi, a potem ponownie z Zayn'em ruszamy przed siebie.
-Więc.. jak spałaś w nocy? -pyta mnie, a ja mam ochotę po prostu roztrzaskać jego nos o te kamienie.
-Pytasz czy słyszałam wasze jęki w nocy? Oh, nah. -kręcę zniesmaczona głową, a on jakby udaje, że nie wiem o czym mówię.
-Jakie jęki? -pyta udając głupiego a ja prycham wywracając oczami.
-Przestań, wiem, że ty i Sasha się pieprzyliście.
-Oh, hej skarbie. - podnosi obie ręce do góry, a ja patrze na niego zintrygowana. -Nie przeleciałem twojej przyjaciółki, to mój, uważaj na ten kamień- mówi szybko łapiąc mnie w tali a ja kiwam głową łapiąc równowagę. - to mój brat.
Otwieram szeroko oczy zatrzymując się na środku.
-Oh -to jedyne co udaje mi się powiedzieć po czym ponownie ruszczamy do przodu. Kiedy docieramy na szczyt góry jest naprawdę pięknie. Możemy zobaczyć stąd całe miasto, właśnie dla tego widoku było warto pofatygować się po tych kamieniach. Zerkam ukradkiem na Zayna i widzę zaskoczenie na jego twarzy. Robię kilka zdjęć po czym siadam na miękkiej trawie wzdychając. Wyciągam butelkę pijąc z niej a potem podaje ją chłopakowi, który przyjmuje napój z wdzięcznością siadając obok. Przez kilka chwil patrzymy przed siebie nawet się nie odzywają.
-Tu jest wow... -mówi unosząc wysoko brwi, a ja z zadowoleniem kiwam głową. -Wiem dlaczego chciałaś tu przyjść.
Potem zaczynamy normalną rozmowę jak dwójka dobrych przyjaciół z czego naprawdę się ciesze.
I może tak a może i nie jestem zadowolona z faktu, że nie miał nic wspólnego z Sashą ostatniej nocy.
Kiedy wstajemy z trawy proponuje nieść mnie na barana zaraz po tym jak narzekam na długą drogę. Bez wahania się zgadzam a wspomnienia przelatują przez moją głowę.
-Wplącz palce w moje włosy. -szepcze kiedy owijam nogi wokół jego tali, a głowę kładę na jego ramieniu. Podtrzymuje mnie za uda, a ja z chęcią spełniam jego prośbę. Bawię się końcówkami jego włosów nucąc pod nosem. Kiedy jesteśmy już na parkingu zeskakuje z jego pleców i mogę dosłownie zobaczyć jak oczy Harry'ego i Sashy są teraz tuż przy nas. Wsiadamy na tylne siedzenia.
-Więc co się stało? -spytałam ich od razu, a blondynka wytłumaczyła mi, że to zwykłe zwichnięcie.
-A z wami? -pyta Hazz na co od razu oboje przewracamy oczami.
-Wszystko okej. -wzruszam ramionami, a potem już się nie odzywam patrząc przez szybę. Jest koło 19 kiedy dojeżdżamy do dość drogiej włoskiej restauracji. Wysiadamy z auta a potem zajmujemy stolik na zewnątrz ponieważ jest jeszcze naprawdę ciepło, a poza tym w środku nie wolno palić. Ponoć Zayn tego bardzo potrzebuje czy coś. Kiedy jesteśmy już po złożeniu naszych zamówień wstaje od stolika.
-Idę do łazienki. -mówię i kieruje się do środka gdzie pytam kelnerkę o drogę. Tłumaczy mi, a ja szybko znajduje drzwi do damskiej toalety. Robię siku i myję ręce po czym wychodzę. Słysze cichy jęk kiedy czuje jak uderzam kogoś drzwiami.
-Boże przepraszam!- mówię od razu i patrzę na chłopaka, który trzyma się za głowę. Jest wyższy ode mnie, ma blond włosy i wydaje się trochę starszy. -Przepraszam.
-Hej, nic nie szkodzi. -mówi usiłując się uśmiechnąć. -Będzie w porządku, naprawdę piękna.
-Uh, jestem taką niezdarą. -kręcę głową po czym oboje chichoczemy. Ma naprawdę słodki smiech i cholernie niebieskie oczy, w których przyżekam na Boga mogę utonąć. Przedstawia mi się jako Niall i wiem, po jego akcencie, że jest z Irlandii. Po chwili wracam do stolika gdzie już czeka na mnie moja mała pizza oraz dietetyczna cola.
-Co tak długo? -pyta sugestywnie Sasha a ja zbywam ją machnięciem dłoni. Jesteśmy w domu po 21. Od razu kieruje się do łazienki. Po prysznicu, wyszczotkowaniu zębów i ubraniu piżamy idę do łóżka, ponieważ jestem wycieńczona. Kiedy gaszę lampkę i wchodzę pod kołdrę drzwi uchylają się. Widzę twarz Zayn'a, a potem jego sylwetkę gdy idzie w moją stronę. Marszczę brwi i kiedy sięgam z powrotem do włącznika lampki on chwyta moją dłoń.
-Co do.. -zaczynam, ale zostaje uciszona naprawdę czułym pocałunkiem.

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 2

Amanda's POV:
Nazajutrz niesamowicie ekscytuje się powrotem mojej przyjaciółki. W tamtym tygodniu jej tata zabrał ją do Los Angeles by mogła podziwiać pracę swojego brata w studiu. Zrobiła to tylko z szacunku i chęci uszczęśliwienia swojego ojca. Jej brat jest jakimś marnym raperem, którego słuchają jedynie dziesięciolatki na Bronxie. W niedziele zamierzamy wybrać się w Alpy, jak co roku w sierpniu. Nie mogę się doczekać tego wypadu, ponieważ zawsze lubiłam chodzić po górach, a tym razem będziemy miała mi dużo czasu do rozmów i plotek.
Kiedy wychodzę spod prysznica szybko rozczesuje włosy ówcześnie związane w kucyk. Ubieram jeansy z wysokim stanem i czarny sweterek oraz balerinki. Muskam usta różowym błyszczykiem po czym chwytam torebkę, kluczyki od samochodu i po zamknięciu drzwi apartamentu zbiegam po schodach.
Po półgodzinnej drodze na lotnisko udaje mi się zaparkować dość blisko wejścia. Jestem na sali odlotów pięć minut przed czasem co pozwala mi się dobrze rozejrzeć i na czas stanąć przy drzwiach kiedy wychodzi z nich moja przyjaciółka. Gdy tylko ma mnie w zasięgu wzroku widzę na jej twarzy mirandy uczuć, ale na pierwsze wysuwają się ulga i radość. Wpada w moje ramiona, a ja chichoczę cicho.
-Dzień dobry panie Pieterse. -witam się grzecznie z jej tatą, który nigdy nie pałał do mnie entuzjazmem. Pamiętam, że zawsze gdy przychodziłam do ich domu jako mała dziewczynka obawiałam się spotkać właśnie jego. Jak dla mnie zawsze był bardzo wysoki i chodził z kamienną miną co mnie wręcz przerażało. Jej rodzice nigdy nie mieli zbyt dużo pieniędzy, mieszka teraz ze mną ponieważ moja mama kupiła nam mieszkanie. Pan Pieterse ubrany jest w granatowy dres adidasa, biały podkoszulek, a na szyi zawieszony ma złoty łańcuch. Czasami wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie córka wstydzi się swojego ojca. Tak naprawdę na jej miejscu nie pokazałabym się z nim nigdzie. Dosłownie.
Po chwili szybko żegna się z Sashą uściskiem i zostawia nas same. Uśmiecham się szeroko gdy razem idziemy do mojego Range Rovera, opowiada mi jakie katusze przeżywała w LA a ja ciesze sie, że znowu ze mną jest.
Kiedy siedzimy po turecku przed telewizorem, zajadamy chińszczyznę zamówioną z pobliskiej knajpki Sash mówi mi, że tym razem w góry pojedziemy z dwójką znajomych jej brata. Uśmiecham się grzecznie i zapewniam, że nie mam nic przeciwko choć w głębi duszy krzyczę. Nie chce mieszkać przez dwa tygodnie z dwójką dresów, która tylko pije piwo i pali trawkę. To miały być wymarzone wakacje, tak długo czekałam na ten wyjazd! No, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Wzdycham pod nosem odstawiając puste styropianowe pudełko na ławę. Oglądamy nasz ulubiony film, "Szkoła Uczuć", a ja jak zwykle zasypiam zmęczona ciągłym szlochem pod koniec filmu.
Rano budzę się na kanapie kiedy moja przyjaciółka przygotowuje już śniadanie. Mówię jej, że zaraz wrócę i idę wziąć szybki prysznic. Po nim od razu ubieram sportowy stanik, spodenki i buty do biegania oraz koszulkę. Jestem przygotowana by pójść biegać po śniadaniu, jak zwykle.
Kiedy wchodzę do kuchni Sasha uśmiecha się do mnie promiennie znad kubka z małą krówką. Zawsze w niej pije kawę, a moja czeka w takim samym tyle że z kotkiem. Siadam obok niej i w ciszy spożywamy smaczne tosty. Tęskniłam za tym. Po skończonym śniadaniu biorę swój telefon oraz słuchawki po czym bez słowa wychodzę. Wkładam słuchawki do uszu i puszczam głośno muzykę, zbiegam po schodach a moje myśli odbiegają do naszej niedzielnej podróży.
Po powrocie przebieram się w wygodne dresy i dużą białą koszulkę po czym wyjmuje z garderoby dużą walizkę. Staje na środku pomieszczenia z rękoma na biodrach. Myślę nad tym co powinnam zabrać i co jakiś czas wrzucam coś do walizki, aż cała się zapełnia, a ja jestem prawie pewna, że to wszystko czego potrzebuje. Zerkam na zegarek i wzdycham cicho widząc godzinę. Jest szesnasta, a ja zaledwie zdążyłam się spakować. Wychodzę do salonu gdzie rozłożona na kanapie Sasha czyta książkę.
-Chyba powinnyśmy jechać na jakieś zakupy? - mówię cicho przysiadając na oparciu kanapy. Dziewczyna zagina róg kartki po czym zamyka książkę i potakuje głową wstając z kanapy.
-Daj mi minutkę. -mówi, a gdy za chwile wraca jest przebrana w legginsy oraz bluzkę. W czasie podróży do TESCO opowiada mi trochę o chłopakach, którzy będą z nami podczas pobytu w Aplach. Okazuje się, że to bracia i moja przyjaciółka zapewnia że ich polubię. Wzruszam tylko ramionami z delikatnym uśmiechem kiedy parkuje przed sklepem. Bierzemy wózek i przez godzinę buszujemy pośród regałów starając się nie zapomnieć niczego co będzie nam niezbędne. Płace za zakupy na co dziewczyna udaje naburmuszoną i ze spuszczoną głową idzie do samochodu. Wiem, że dla niej to nic przyjemnego, ale staram się jej pomóc. Ani ona, ani jej rodzice nie zarabiają tyle by być w stanie na takie życie jakie ona w tym momencie ma. Traktuje ją jak siostrę, a moja mama jak córkę dlatego chce żeby miała wszystkiego pod dostatkiem.
Następnego dnia wstaje wcześnie rano by przygotować prowiant na drogę. Robię nasze ulubione kanapki z dżemem wiśniowym, a do termosu przygotowuję kawę. Wszystko wkładam do fioletowej torby i stawiam ją na stole w kuchni. Idę do swojej garderoby gdzie ubieram legginsy, luźną koszulkę oraz nike. Włosy związuje w koński ogon i upewniam się w lustrze co do swojego wyglądu. Chwytam czarną rączkę mojej walizki i wyprowadzam ją na korytarz w tym samym momencie co Sasha. Uśmiecham się do niej.
-Cześć, gotowa? -unosi brwi, a ja wręcz czuje jej podekscytowanie, które udziela się również mnie. Energicznie kiwam głową.
-Już nie mogę się doczekać. - mruczę stawiając walizkę blisko drzwi wyjściowych. Dziewczyna przytakuje i idzie do kuchni po przygotowane jedzenie, a ja w tym czasie upewniam się czy wszystko zabrałyśmy. Wyliczam na palcach to co powinnyśmy mieć a moja przyjaciółka mówi czy na pewno to spakowałyśmy. Okazuje się, że zapominamy jedynie paszportów. Natychmiast nadrabiamy ich brak i znosimy bagaże na dół. Pakujemy je do mojego samochodu i po chwili siadamy na swoich miejscach.
-Zayn i Harry już są w Alpach. -mówi gdy zapinamy pasy. Nie odpowiadam po czym włączam radio i ruszamy. Drogę umilamy śpiewami, rozmowami. Co chwile chichoczę z czegoś co mówi moja przyjaciółka i na odwrót. Po jakimś czasie zatrzymujemy się by zatankować, Sasha idzie do sklepu kupić nam coś słodkiego. Kończę tankować i odjeżdżam na parking by nie blokować kolejki. Wsiadam do środka i czekam na nią, a kiedy wsiada napełniam styropianowe kubki kawą i zajadam się snickersem, którego dla mnie kupiła.
Późnym wieczorem dojeżdżamy do drewnianego domku, który wynajęliśmy wraz z "kolegami" Pietersów. Wysiadamy z auta i wzdycham cicho obawiając się dwóch chłopaków, którzy właśnie wychodzą zza mahoniowych drzwi.
Moja szczęka opada do podłogi. Bracia nie są ani trochę podobni do siebie, a co jeszcze dziwniejsze nie noszą dresów ani łańcuchów!
Podchodzą bliżej, a ja delikatnie wyostrzam swój wzrok  by móc dokładniej się im przyjrzeć. Światło lampy na ruch powieszonej przed domem oświetla ich twarze. Rozpoznaje jednego z nich i czuje jak baton ze stacji benzynowej podchodzi mi do gardła.
-Amanda, poznaj Harry'ego Styles'a i Zayn'a Malik'a. -moja przyjaciółka mówi uśmiechnięta od ucha do ucha. Uśmiecham się nieszczerze przygryzając dolną wargę, mój wzrok kieruje na Harry'ego udając, że wcale nie zauważam jego brata.
-Cześć, miło cię poznać. Sasha dużo o tobie opowiadała. -kłamie by jakoś rozluźnić atmosferę. Modle się by dziewczyna nie zaprotestowała i zdaje się, że jestem w tym dobra.  Harry to wysoki brunet o zielonym spojrzeniu dużych oczu, jego usta są malinowe, a dłonie w w porównaniu do moich ma ogromne. Śmieje się w duchu myśląc o wielu sprośnych rzeczach związanych z nimi. Wreszcie decyduje się przenieść wzrok na tego drugiego. Przygryzam mocno dolną wargę i zaciskam dłonie w piąstki widząc ten jego szelmowski błysk w oku. Wzdycham cicho i odwracam wzrok jak naburmuszona nastolatka splątuje ręce na piersiach.
-Amanda. - przywitał mnie w końcu a ja kiwam głową na tyle grzecznie jak potrafie.
-Zayn. - uśmiecham się krzywo, a potem patrzę na Sashę, która ma rozdziawioną buzię i wręcz nienaturalnie szeroko otwarte oczy. -Stare dzieje. - macham olewająco dłonią i otwieram bagażnik SUV'a.
-Ale zaczynają się nowe. - ponownie słyszę jego chrypkę, a w moim ciele wzbiera się coś dziwnego. Aż krzywie się na to uczucie. Wiem, że to cholernie głupie, bo przecież się nienawidzimy od pierwszej klasy liceum, ale to.. porządanie? Oh nie. Wzdycham szybko potrząsając głową jakbym chciała wypędzić wszelkie złe myśli z mojego umysłu. Podchodzą do mnie obydwoje i biorą nasze bagaże.
-Amanda! -beszta mnie przyjaciółka podchodząc blisko.-Dlaczego mi wszystkiego nie powiedziałaś?
Wywracam oczami na jej władczy ton, który odziedziczyła po mamie.
-Bo nie wiedziałam, że to on okej?! Zapomniałam o nim, bardzo się starałam i wyszło. -burczę spuszczając wzrok- Ale najwyraźniej teraz już mi się nie uda.




No więc kolejny rozdział! Wróciłam właśnie z 10-dniowego pobytu w górach, coś dopisałam i poprawiłam - powstał kolejny rozdział. Muszę powiedzieć, że dostałam przypływ weny na wyjeździce, późno wieczorem. Napisałam to na szybko w notatniku i teraz dodaję! Mam nadzieje, że się wam spodoba. Bardzo proszę o komentarze, chociażby kropkę bym miała dla kogo pisać:)
Love ya all
hazzstripper

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 1

Amanda's POV:
Gdy wychodzę z klubu pełnego głośnej muzyki i rozochoconych ludzi uśmiech rzednie na mojej twarzy. Wysokie szpilki, krótka sukienka i stan upojenia alkoholowego to nie mój szczęśliwy zestaw na małą wycieczkę po najniebezpieczniejszym okręgu Nowego Jorku. Niestety, przeważnie po imprezie wszyscy są tak ścięci, że o trzeźwym kierowcy można jedynie pomarzyć, no ba. Na ulicy o tej porze nie widać żadnej żywej duszy ani taksówki. Dlatego dojście na pieszo do pierwszego z przystanków wydaje się najrozsądniejszym wyjściem.
Swawolnym krokiem ruszam środkiem asfaltu starając się iść białym pasem. Co jakiś czas chichoczę prawdopodobnie przez dużą ilość spożytego alkoholu. Dopiero teraz zadaje sobie pytanie czemu dzisiejszej nocy wybrałam imprezę na Bronxie? Odpowiedź szybko nasuwa mi się na myśl przez co uśmiecham się do siebie jak idiotka po raz kolejny. Pełno tu wspaniałych ludzi, którzy nie zwracają uwagi na zawartość twojego portfela czy wygląd. Wszyscy bawią się w swoim gronie jednocześnie starając się być bezstronnymi. No i pociągający, niebezpieczni chłopcy. Swoją drogą przydałby mi się teraz jedne z nich.. Antony? Tony? Travis? Mniejsza z tym. W pewnym momencie słyszę głośny strzał a moje oczy od razu otwierają się szerzej. Zaciskam powieki i piąstki powtarzając sobie w myślach, że to nie moja sprawa i muszę iść dalej. Oddychając szybko ruszam żwawym krokiem. Do diaska, te szpilki! Zsuwam je z obolałych od tańca stóp. Mam nadzieje, że żaden z tych niebezpiecznych oprychów mnie nie zauważył. Głośno przełykam ślinę gdy decyduje się rozejrzeć dookoła.
W ciemnym zaułku stoi pięciu chłopaków bezlitośnie pochylających się i śmiejących się w twarz chłopakowi, który leży u ich stóp. Zwija się z bólu kołysząc delikatnie, trzyma swoje ramie z którego zdążyła wyciec krew i formuje się w postaci plamy na brudnej ziemi. Tam musiał paść strzał.
-Hej!- woła do mnie jeden z nich. Nosz kurwa mać. Biorę głęboki wdech i bardzo powoli odwracam się w jego stronę przygryzając dolną wargę, która drży niemiłosiernie. Dobrze robię prawda? Bo gdybym udawała, że nie usłyszałam mógłby strzelić.
Chłopak, który mnie zawołał bardzo wyróżnia się z grupy. Ma brązowe włosy i jasną karnacje, jako jedyny. Wygląda całkiem jak..
-Justin? - marszczę brwi kiedy podchodzi bliżej mnie, a światło z ulicznej lampy pada na jego rozbawioną twarz. Krzyżuję ręce na piersiach. Trzy lata go nie widziałam! Znamy się od jebanej piaskownicy, a teraz spotykam go w najgorszej sytuacji.
-Oh Amanda -kręci głową z tym swoim łobuzerskim uśmiechem, który nie zmienił się od czasów naszego biwaku nad jeziorem. Miałam wtedy 16 lat, a on podglądał mnie kiedy przebierałam się w namiocie. -Zawiozę cię do domu.
Mówi, a ja totalnie się poddaje.

Rano budzi mnie burczenie w moim brzuchu. Jęczę cicho przez bólem głowy spowodowanym wczorajszymi zdarzeniami. Gdy patrze na siebie prawie krzycze. Mam na sobie tylko białą koszulkę i różowe stringi. Co do.. Wtedy właśnie uświadamiam sobie, że Justin odwoził mnie do domu po tym jak sama włóczyłam się po Bronxie. Zapewne świetnie się bawił rozbierając mnie, a potem wkładając mi swoją koszulkę. Kręcę głową z dezaprobatą i kieruje się do kuchni w celu połknięcia kilku tabletek na mój ból. Po pół godzinie jestem wykąpana i ubrana w wygodne legginsy, szary sweterek oraz trampki. Włosy pozostawiam rozpuszczone tak aby opadały kaskadami na moje ramiona. Stopy mam poranione od wczorajszego spaceru na boso przez co musze uważać jak je stawiam. Pakuje bluzkę Justina do torby i wychodzę z mieszkania pisząc mu sms-a żeby przyszedł do Strabucksa za kwadrans. Zbiegam po schodach kamiennicy i wychodzę na zewnątrz, wieje nieprzyjemny wiatr dlatego ciesze się, że kawiarnia jest za rogiem. Gdy do niej wchodzę a dzwoneczek znad drzwi informuje wszystkich o przybyłym gościu uśmiecham się promiennie. Szybko podchodzę do kasy i zamawiam swoją ulubioną kawe przed starszym panem ubranym w koszulę w kratkę, oraz spodnie wyprasowane w kancik. Siadam przy jednym ze stolików, wyjmuje telefon i przeglądam coś w nim. Po chwili dzwoneczek wesoło rozbrzękuje, a ja podnoszę głowę na nienagannie wyglądającego Justina. Idzie w moją stronę omijając dziewczyny, które wręcz ślinią się na mój widok. Muska ustami mój policzek zanim zajmuje miejsce na skórzanym fotelu.
-Więc... jak się spało z cząstką Biebera na sobie? -chichoczę ze swojego wielce wyrafinowanego żartu, a ja wywracam oczami kręcąc głową.
-Nic się nie zmieniłeś. - burczę pod nosem opierając plecy na miękkim, skórzany oparciu. Popijam swoją kawę nic nie mówiąc.
-Znalazłem prace, to się zmieniło. -mówi i puszcza mi oczko, a ja chichoczę jak małolata.
-Wow, to niemożliwe! -udaje zaskoczoną otwierając szeroko oczy. -Jestem z ciebie dumna Bieber.
Nonszalancko poprawia skórzaną kurtkę, a gdy tak na niego patrzę uświadamiam sobie co to za praca. Wczoraj, na jednej z latarni stojącej blisko tego zaułka wisiała para trampek. Wiem co to znaczy i na tę myśl po moich plecach przebiegają niespokojne dreszcze.
-Gdzie ta twoja.. Susana? - marszczy brwi oczekując na moją odpowiedź, a ja tylko wywracam oczami prychając pod nosem.
-Sasha jest na wakacjach z rodziną. - wzruszam ramionami oblizując usta. Kiwa powoli głową dolną wargę pocierając palcem wskazującym.
-Nie ubierałbym ci swojej koszulki, ale nie chciałem ci grzebać po szufladach. Dobrze wiesz, że to nie w moim stylu. - śmieje się cicho przywołując wspomnienia ostatniej nocy, której byliśmy jeszcze przyjaciółmi. Poszłam pod prysznic, a on najzwyczajniej w świecie grzebał w moich szufladach, robił zdjęcia bielizny i pokazywał kolegą mówiąc, że to właśnie ze mnie zdejmował.
-Jasne, mam nadzieje, że tym razem nie zrobiłeś zdjęć.



Pierwszy rozdział! Ugh trudno mi jest się rozkręcić, ale mam nadzieje, że po powrocie usiądę na spokojnie i napiszę lepszy rozdział.

Jeśli chcecie być informowani na twitterze napiszcie swój usher w komentarzu
Love ya xx

zostawcie po sobie komentarz bardzo proszę!

Prolog

Życie jest po to by z niego korzystać.
Możemy robić wszystko na co mamy ochotę.
Jechać na Florydę, jeść lody garściami, oglądać gwiazdy, wschód słońca na dzikiej plaży.
Organizować zwariowane domówki, upijać się do nieprzytomności. 
Uzależnić się od narkotyków, alkoholu, papierosów, czyiś perfum.
Uprawiać seks z kolegami z pracy, ignorować ból.
Mieć własny świat, z którego nie ma wyjścia.
Ale w pewnym momencie czegoś nam brakuje.
Uświadamiamy sobie, że nigdy nie powiedzieliśmy tych dwóch ważnych słów.
"Kocham Cię"
Ale czy teraz jest to ktoś w stanie zmienić?
Gdy w zatłoczonym tramwaju czujesz się sam.
Zimno jest gdy jesteś przykryty wszystkim kocami jakie posiadasz.
Więc czas na zmiany.
Tylko jest jedno pytanie...
Czy poradzimy sobie z nimi?


Prolog. Nigdy nie umiałam ich pisać i nigdy nie będę. Musiałam się spieszyć, ponieważ dzisiaj wyjeżdżam i muszę coś jeszcze dopakować, poprawić, wyprasować i tak dalej. Mam nadzieje, że kolejne rozdziały zachęcą was do czytania.
Jeżeli chcecie być informowani na twitterze wystarczy napisać swój usher
Much love x

Bohaterowie


Amanda Seyfried


Sasha Pieterse


Zayn Malik


Harry Styles


Justin Bieber


Imiona i nazwiska bohaterów są prawdziwe, ale w opowiadaniu nie są sławni.