Amanda's POV:
Gdy wychodzę z klubu pełnego głośnej muzyki i rozochoconych ludzi uśmiech rzednie na mojej twarzy. Wysokie szpilki, krótka sukienka i stan upojenia alkoholowego to nie mój szczęśliwy zestaw na małą wycieczkę po najniebezpieczniejszym okręgu Nowego Jorku. Niestety, przeważnie po imprezie wszyscy są tak ścięci, że o trzeźwym kierowcy można jedynie pomarzyć, no ba. Na ulicy o tej porze nie widać żadnej żywej duszy ani taksówki. Dlatego dojście na pieszo do pierwszego z przystanków wydaje się najrozsądniejszym wyjściem.
Swawolnym krokiem ruszam środkiem asfaltu starając się iść białym pasem. Co jakiś czas chichoczę prawdopodobnie przez dużą ilość spożytego alkoholu. Dopiero teraz zadaje sobie pytanie czemu dzisiejszej nocy wybrałam imprezę na Bronxie? Odpowiedź szybko nasuwa mi się na myśl przez co uśmiecham się do siebie jak idiotka po raz kolejny. Pełno tu wspaniałych ludzi, którzy nie zwracają uwagi na zawartość twojego portfela czy wygląd. Wszyscy bawią się w swoim gronie jednocześnie starając się być bezstronnymi. No i pociągający, niebezpieczni chłopcy. Swoją drogą przydałby mi się teraz jedne z nich.. Antony? Tony? Travis? Mniejsza z tym. W pewnym momencie słyszę głośny strzał a moje oczy od razu otwierają się szerzej. Zaciskam powieki i piąstki powtarzając sobie w myślach, że to nie moja sprawa i muszę iść dalej. Oddychając szybko ruszam żwawym krokiem. Do diaska, te szpilki! Zsuwam je z obolałych od tańca stóp. Mam nadzieje, że żaden z tych niebezpiecznych oprychów mnie nie zauważył. Głośno przełykam ślinę gdy decyduje się rozejrzeć dookoła.
W ciemnym zaułku stoi pięciu chłopaków bezlitośnie pochylających się i śmiejących się w twarz chłopakowi, który leży u ich stóp. Zwija się z bólu kołysząc delikatnie, trzyma swoje ramie z którego zdążyła wyciec krew i formuje się w postaci plamy na brudnej ziemi. Tam musiał paść strzał.
-Hej!- woła do mnie jeden z nich. Nosz kurwa mać. Biorę głęboki wdech i bardzo powoli odwracam się w jego stronę przygryzając dolną wargę, która drży niemiłosiernie. Dobrze robię prawda? Bo gdybym udawała, że nie usłyszałam mógłby strzelić.
Chłopak, który mnie zawołał bardzo wyróżnia się z grupy. Ma brązowe włosy i jasną karnacje, jako jedyny. Wygląda całkiem jak..
-Justin? - marszczę brwi kiedy podchodzi bliżej mnie, a światło z ulicznej lampy pada na jego rozbawioną twarz. Krzyżuję ręce na piersiach. Trzy lata go nie widziałam! Znamy się od jebanej piaskownicy, a teraz spotykam go w najgorszej sytuacji.
-Oh Amanda -kręci głową z tym swoim łobuzerskim uśmiechem, który nie zmienił się od czasów naszego biwaku nad jeziorem. Miałam wtedy 16 lat, a on podglądał mnie kiedy przebierałam się w namiocie. -Zawiozę cię do domu.
Mówi, a ja totalnie się poddaje.
Rano budzi mnie burczenie w moim brzuchu. Jęczę cicho przez bólem głowy spowodowanym wczorajszymi zdarzeniami. Gdy patrze na siebie prawie krzycze. Mam na sobie tylko białą koszulkę i różowe stringi. Co do.. Wtedy właśnie uświadamiam sobie, że Justin odwoził mnie do domu po tym jak sama włóczyłam się po Bronxie. Zapewne świetnie się bawił rozbierając mnie, a potem wkładając mi swoją koszulkę. Kręcę głową z dezaprobatą i kieruje się do kuchni w celu połknięcia kilku tabletek na mój ból. Po pół godzinie jestem wykąpana i ubrana w wygodne legginsy, szary sweterek oraz trampki. Włosy pozostawiam rozpuszczone tak aby opadały kaskadami na moje ramiona. Stopy mam poranione od wczorajszego spaceru na boso przez co musze uważać jak je stawiam. Pakuje bluzkę Justina do torby i wychodzę z mieszkania pisząc mu sms-a żeby przyszedł do Strabucksa za kwadrans. Zbiegam po schodach kamiennicy i wychodzę na zewnątrz, wieje nieprzyjemny wiatr dlatego ciesze się, że kawiarnia jest za rogiem. Gdy do niej wchodzę a dzwoneczek znad drzwi informuje wszystkich o przybyłym gościu uśmiecham się promiennie. Szybko podchodzę do kasy i zamawiam swoją ulubioną kawe przed starszym panem ubranym w koszulę w kratkę, oraz spodnie wyprasowane w kancik. Siadam przy jednym ze stolików, wyjmuje telefon i przeglądam coś w nim. Po chwili dzwoneczek wesoło rozbrzękuje, a ja podnoszę głowę na nienagannie wyglądającego Justina. Idzie w moją stronę omijając dziewczyny, które wręcz ślinią się na mój widok. Muska ustami mój policzek zanim zajmuje miejsce na skórzanym fotelu.
-Więc... jak się spało z cząstką Biebera na sobie? -chichoczę ze swojego wielce wyrafinowanego żartu, a ja wywracam oczami kręcąc głową.
-Nic się nie zmieniłeś. - burczę pod nosem opierając plecy na miękkim, skórzany oparciu. Popijam swoją kawę nic nie mówiąc.
-Znalazłem prace, to się zmieniło. -mówi i puszcza mi oczko, a ja chichoczę jak małolata.
-Wow, to niemożliwe! -udaje zaskoczoną otwierając szeroko oczy. -Jestem z ciebie dumna Bieber.
Nonszalancko poprawia skórzaną kurtkę, a gdy tak na niego patrzę uświadamiam sobie co to za praca. Wczoraj, na jednej z latarni stojącej blisko tego zaułka wisiała para trampek. Wiem co to znaczy i na tę myśl po moich plecach przebiegają niespokojne dreszcze.
-Gdzie ta twoja.. Susana? - marszczy brwi oczekując na moją odpowiedź, a ja tylko wywracam oczami prychając pod nosem.
-Sasha jest na wakacjach z rodziną. - wzruszam ramionami oblizując usta. Kiwa powoli głową dolną wargę pocierając palcem wskazującym.
-Nie ubierałbym ci swojej koszulki, ale nie chciałem ci grzebać po szufladach. Dobrze wiesz, że to nie w moim stylu. - śmieje się cicho przywołując wspomnienia ostatniej nocy, której byliśmy jeszcze przyjaciółmi. Poszłam pod prysznic, a on najzwyczajniej w świecie grzebał w moich szufladach, robił zdjęcia bielizny i pokazywał kolegą mówiąc, że to właśnie ze mnie zdejmował.
-Jasne, mam nadzieje, że tym razem nie zrobiłeś zdjęć.
Pierwszy rozdział! Ugh trudno mi jest się rozkręcić, ale mam nadzieje, że po powrocie usiądę na spokojnie i napiszę lepszy rozdział.
Jeśli chcecie być informowani na twitterze napiszcie swój usher w komentarzu
Love ya xx
zostawcie po sobie komentarz bardzo proszę!
myślę że to będzie bardzo dobre opowiadanie/ fanfiction i czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuń