wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 2

Amanda's POV:
Nazajutrz niesamowicie ekscytuje się powrotem mojej przyjaciółki. W tamtym tygodniu jej tata zabrał ją do Los Angeles by mogła podziwiać pracę swojego brata w studiu. Zrobiła to tylko z szacunku i chęci uszczęśliwienia swojego ojca. Jej brat jest jakimś marnym raperem, którego słuchają jedynie dziesięciolatki na Bronxie. W niedziele zamierzamy wybrać się w Alpy, jak co roku w sierpniu. Nie mogę się doczekać tego wypadu, ponieważ zawsze lubiłam chodzić po górach, a tym razem będziemy miała mi dużo czasu do rozmów i plotek.
Kiedy wychodzę spod prysznica szybko rozczesuje włosy ówcześnie związane w kucyk. Ubieram jeansy z wysokim stanem i czarny sweterek oraz balerinki. Muskam usta różowym błyszczykiem po czym chwytam torebkę, kluczyki od samochodu i po zamknięciu drzwi apartamentu zbiegam po schodach.
Po półgodzinnej drodze na lotnisko udaje mi się zaparkować dość blisko wejścia. Jestem na sali odlotów pięć minut przed czasem co pozwala mi się dobrze rozejrzeć i na czas stanąć przy drzwiach kiedy wychodzi z nich moja przyjaciółka. Gdy tylko ma mnie w zasięgu wzroku widzę na jej twarzy mirandy uczuć, ale na pierwsze wysuwają się ulga i radość. Wpada w moje ramiona, a ja chichoczę cicho.
-Dzień dobry panie Pieterse. -witam się grzecznie z jej tatą, który nigdy nie pałał do mnie entuzjazmem. Pamiętam, że zawsze gdy przychodziłam do ich domu jako mała dziewczynka obawiałam się spotkać właśnie jego. Jak dla mnie zawsze był bardzo wysoki i chodził z kamienną miną co mnie wręcz przerażało. Jej rodzice nigdy nie mieli zbyt dużo pieniędzy, mieszka teraz ze mną ponieważ moja mama kupiła nam mieszkanie. Pan Pieterse ubrany jest w granatowy dres adidasa, biały podkoszulek, a na szyi zawieszony ma złoty łańcuch. Czasami wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie córka wstydzi się swojego ojca. Tak naprawdę na jej miejscu nie pokazałabym się z nim nigdzie. Dosłownie.
Po chwili szybko żegna się z Sashą uściskiem i zostawia nas same. Uśmiecham się szeroko gdy razem idziemy do mojego Range Rovera, opowiada mi jakie katusze przeżywała w LA a ja ciesze sie, że znowu ze mną jest.
Kiedy siedzimy po turecku przed telewizorem, zajadamy chińszczyznę zamówioną z pobliskiej knajpki Sash mówi mi, że tym razem w góry pojedziemy z dwójką znajomych jej brata. Uśmiecham się grzecznie i zapewniam, że nie mam nic przeciwko choć w głębi duszy krzyczę. Nie chce mieszkać przez dwa tygodnie z dwójką dresów, która tylko pije piwo i pali trawkę. To miały być wymarzone wakacje, tak długo czekałam na ten wyjazd! No, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Wzdycham pod nosem odstawiając puste styropianowe pudełko na ławę. Oglądamy nasz ulubiony film, "Szkoła Uczuć", a ja jak zwykle zasypiam zmęczona ciągłym szlochem pod koniec filmu.
Rano budzę się na kanapie kiedy moja przyjaciółka przygotowuje już śniadanie. Mówię jej, że zaraz wrócę i idę wziąć szybki prysznic. Po nim od razu ubieram sportowy stanik, spodenki i buty do biegania oraz koszulkę. Jestem przygotowana by pójść biegać po śniadaniu, jak zwykle.
Kiedy wchodzę do kuchni Sasha uśmiecha się do mnie promiennie znad kubka z małą krówką. Zawsze w niej pije kawę, a moja czeka w takim samym tyle że z kotkiem. Siadam obok niej i w ciszy spożywamy smaczne tosty. Tęskniłam za tym. Po skończonym śniadaniu biorę swój telefon oraz słuchawki po czym bez słowa wychodzę. Wkładam słuchawki do uszu i puszczam głośno muzykę, zbiegam po schodach a moje myśli odbiegają do naszej niedzielnej podróży.
Po powrocie przebieram się w wygodne dresy i dużą białą koszulkę po czym wyjmuje z garderoby dużą walizkę. Staje na środku pomieszczenia z rękoma na biodrach. Myślę nad tym co powinnam zabrać i co jakiś czas wrzucam coś do walizki, aż cała się zapełnia, a ja jestem prawie pewna, że to wszystko czego potrzebuje. Zerkam na zegarek i wzdycham cicho widząc godzinę. Jest szesnasta, a ja zaledwie zdążyłam się spakować. Wychodzę do salonu gdzie rozłożona na kanapie Sasha czyta książkę.
-Chyba powinnyśmy jechać na jakieś zakupy? - mówię cicho przysiadając na oparciu kanapy. Dziewczyna zagina róg kartki po czym zamyka książkę i potakuje głową wstając z kanapy.
-Daj mi minutkę. -mówi, a gdy za chwile wraca jest przebrana w legginsy oraz bluzkę. W czasie podróży do TESCO opowiada mi trochę o chłopakach, którzy będą z nami podczas pobytu w Aplach. Okazuje się, że to bracia i moja przyjaciółka zapewnia że ich polubię. Wzruszam tylko ramionami z delikatnym uśmiechem kiedy parkuje przed sklepem. Bierzemy wózek i przez godzinę buszujemy pośród regałów starając się nie zapomnieć niczego co będzie nam niezbędne. Płace za zakupy na co dziewczyna udaje naburmuszoną i ze spuszczoną głową idzie do samochodu. Wiem, że dla niej to nic przyjemnego, ale staram się jej pomóc. Ani ona, ani jej rodzice nie zarabiają tyle by być w stanie na takie życie jakie ona w tym momencie ma. Traktuje ją jak siostrę, a moja mama jak córkę dlatego chce żeby miała wszystkiego pod dostatkiem.
Następnego dnia wstaje wcześnie rano by przygotować prowiant na drogę. Robię nasze ulubione kanapki z dżemem wiśniowym, a do termosu przygotowuję kawę. Wszystko wkładam do fioletowej torby i stawiam ją na stole w kuchni. Idę do swojej garderoby gdzie ubieram legginsy, luźną koszulkę oraz nike. Włosy związuje w koński ogon i upewniam się w lustrze co do swojego wyglądu. Chwytam czarną rączkę mojej walizki i wyprowadzam ją na korytarz w tym samym momencie co Sasha. Uśmiecham się do niej.
-Cześć, gotowa? -unosi brwi, a ja wręcz czuje jej podekscytowanie, które udziela się również mnie. Energicznie kiwam głową.
-Już nie mogę się doczekać. - mruczę stawiając walizkę blisko drzwi wyjściowych. Dziewczyna przytakuje i idzie do kuchni po przygotowane jedzenie, a ja w tym czasie upewniam się czy wszystko zabrałyśmy. Wyliczam na palcach to co powinnyśmy mieć a moja przyjaciółka mówi czy na pewno to spakowałyśmy. Okazuje się, że zapominamy jedynie paszportów. Natychmiast nadrabiamy ich brak i znosimy bagaże na dół. Pakujemy je do mojego samochodu i po chwili siadamy na swoich miejscach.
-Zayn i Harry już są w Alpach. -mówi gdy zapinamy pasy. Nie odpowiadam po czym włączam radio i ruszamy. Drogę umilamy śpiewami, rozmowami. Co chwile chichoczę z czegoś co mówi moja przyjaciółka i na odwrót. Po jakimś czasie zatrzymujemy się by zatankować, Sasha idzie do sklepu kupić nam coś słodkiego. Kończę tankować i odjeżdżam na parking by nie blokować kolejki. Wsiadam do środka i czekam na nią, a kiedy wsiada napełniam styropianowe kubki kawą i zajadam się snickersem, którego dla mnie kupiła.
Późnym wieczorem dojeżdżamy do drewnianego domku, który wynajęliśmy wraz z "kolegami" Pietersów. Wysiadamy z auta i wzdycham cicho obawiając się dwóch chłopaków, którzy właśnie wychodzą zza mahoniowych drzwi.
Moja szczęka opada do podłogi. Bracia nie są ani trochę podobni do siebie, a co jeszcze dziwniejsze nie noszą dresów ani łańcuchów!
Podchodzą bliżej, a ja delikatnie wyostrzam swój wzrok  by móc dokładniej się im przyjrzeć. Światło lampy na ruch powieszonej przed domem oświetla ich twarze. Rozpoznaje jednego z nich i czuje jak baton ze stacji benzynowej podchodzi mi do gardła.
-Amanda, poznaj Harry'ego Styles'a i Zayn'a Malik'a. -moja przyjaciółka mówi uśmiechnięta od ucha do ucha. Uśmiecham się nieszczerze przygryzając dolną wargę, mój wzrok kieruje na Harry'ego udając, że wcale nie zauważam jego brata.
-Cześć, miło cię poznać. Sasha dużo o tobie opowiadała. -kłamie by jakoś rozluźnić atmosferę. Modle się by dziewczyna nie zaprotestowała i zdaje się, że jestem w tym dobra.  Harry to wysoki brunet o zielonym spojrzeniu dużych oczu, jego usta są malinowe, a dłonie w w porównaniu do moich ma ogromne. Śmieje się w duchu myśląc o wielu sprośnych rzeczach związanych z nimi. Wreszcie decyduje się przenieść wzrok na tego drugiego. Przygryzam mocno dolną wargę i zaciskam dłonie w piąstki widząc ten jego szelmowski błysk w oku. Wzdycham cicho i odwracam wzrok jak naburmuszona nastolatka splątuje ręce na piersiach.
-Amanda. - przywitał mnie w końcu a ja kiwam głową na tyle grzecznie jak potrafie.
-Zayn. - uśmiecham się krzywo, a potem patrzę na Sashę, która ma rozdziawioną buzię i wręcz nienaturalnie szeroko otwarte oczy. -Stare dzieje. - macham olewająco dłonią i otwieram bagażnik SUV'a.
-Ale zaczynają się nowe. - ponownie słyszę jego chrypkę, a w moim ciele wzbiera się coś dziwnego. Aż krzywie się na to uczucie. Wiem, że to cholernie głupie, bo przecież się nienawidzimy od pierwszej klasy liceum, ale to.. porządanie? Oh nie. Wzdycham szybko potrząsając głową jakbym chciała wypędzić wszelkie złe myśli z mojego umysłu. Podchodzą do mnie obydwoje i biorą nasze bagaże.
-Amanda! -beszta mnie przyjaciółka podchodząc blisko.-Dlaczego mi wszystkiego nie powiedziałaś?
Wywracam oczami na jej władczy ton, który odziedziczyła po mamie.
-Bo nie wiedziałam, że to on okej?! Zapomniałam o nim, bardzo się starałam i wyszło. -burczę spuszczając wzrok- Ale najwyraźniej teraz już mi się nie uda.




No więc kolejny rozdział! Wróciłam właśnie z 10-dniowego pobytu w górach, coś dopisałam i poprawiłam - powstał kolejny rozdział. Muszę powiedzieć, że dostałam przypływ weny na wyjeździce, późno wieczorem. Napisałam to na szybko w notatniku i teraz dodaję! Mam nadzieje, że się wam spodoba. Bardzo proszę o komentarze, chociażby kropkę bym miała dla kogo pisać:)
Love ya all
hazzstripper

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 1

Amanda's POV:
Gdy wychodzę z klubu pełnego głośnej muzyki i rozochoconych ludzi uśmiech rzednie na mojej twarzy. Wysokie szpilki, krótka sukienka i stan upojenia alkoholowego to nie mój szczęśliwy zestaw na małą wycieczkę po najniebezpieczniejszym okręgu Nowego Jorku. Niestety, przeważnie po imprezie wszyscy są tak ścięci, że o trzeźwym kierowcy można jedynie pomarzyć, no ba. Na ulicy o tej porze nie widać żadnej żywej duszy ani taksówki. Dlatego dojście na pieszo do pierwszego z przystanków wydaje się najrozsądniejszym wyjściem.
Swawolnym krokiem ruszam środkiem asfaltu starając się iść białym pasem. Co jakiś czas chichoczę prawdopodobnie przez dużą ilość spożytego alkoholu. Dopiero teraz zadaje sobie pytanie czemu dzisiejszej nocy wybrałam imprezę na Bronxie? Odpowiedź szybko nasuwa mi się na myśl przez co uśmiecham się do siebie jak idiotka po raz kolejny. Pełno tu wspaniałych ludzi, którzy nie zwracają uwagi na zawartość twojego portfela czy wygląd. Wszyscy bawią się w swoim gronie jednocześnie starając się być bezstronnymi. No i pociągający, niebezpieczni chłopcy. Swoją drogą przydałby mi się teraz jedne z nich.. Antony? Tony? Travis? Mniejsza z tym. W pewnym momencie słyszę głośny strzał a moje oczy od razu otwierają się szerzej. Zaciskam powieki i piąstki powtarzając sobie w myślach, że to nie moja sprawa i muszę iść dalej. Oddychając szybko ruszam żwawym krokiem. Do diaska, te szpilki! Zsuwam je z obolałych od tańca stóp. Mam nadzieje, że żaden z tych niebezpiecznych oprychów mnie nie zauważył. Głośno przełykam ślinę gdy decyduje się rozejrzeć dookoła.
W ciemnym zaułku stoi pięciu chłopaków bezlitośnie pochylających się i śmiejących się w twarz chłopakowi, który leży u ich stóp. Zwija się z bólu kołysząc delikatnie, trzyma swoje ramie z którego zdążyła wyciec krew i formuje się w postaci plamy na brudnej ziemi. Tam musiał paść strzał.
-Hej!- woła do mnie jeden z nich. Nosz kurwa mać. Biorę głęboki wdech i bardzo powoli odwracam się w jego stronę przygryzając dolną wargę, która drży niemiłosiernie. Dobrze robię prawda? Bo gdybym udawała, że nie usłyszałam mógłby strzelić.
Chłopak, który mnie zawołał bardzo wyróżnia się z grupy. Ma brązowe włosy i jasną karnacje, jako jedyny. Wygląda całkiem jak..
-Justin? - marszczę brwi kiedy podchodzi bliżej mnie, a światło z ulicznej lampy pada na jego rozbawioną twarz. Krzyżuję ręce na piersiach. Trzy lata go nie widziałam! Znamy się od jebanej piaskownicy, a teraz spotykam go w najgorszej sytuacji.
-Oh Amanda -kręci głową z tym swoim łobuzerskim uśmiechem, który nie zmienił się od czasów naszego biwaku nad jeziorem. Miałam wtedy 16 lat, a on podglądał mnie kiedy przebierałam się w namiocie. -Zawiozę cię do domu.
Mówi, a ja totalnie się poddaje.

Rano budzi mnie burczenie w moim brzuchu. Jęczę cicho przez bólem głowy spowodowanym wczorajszymi zdarzeniami. Gdy patrze na siebie prawie krzycze. Mam na sobie tylko białą koszulkę i różowe stringi. Co do.. Wtedy właśnie uświadamiam sobie, że Justin odwoził mnie do domu po tym jak sama włóczyłam się po Bronxie. Zapewne świetnie się bawił rozbierając mnie, a potem wkładając mi swoją koszulkę. Kręcę głową z dezaprobatą i kieruje się do kuchni w celu połknięcia kilku tabletek na mój ból. Po pół godzinie jestem wykąpana i ubrana w wygodne legginsy, szary sweterek oraz trampki. Włosy pozostawiam rozpuszczone tak aby opadały kaskadami na moje ramiona. Stopy mam poranione od wczorajszego spaceru na boso przez co musze uważać jak je stawiam. Pakuje bluzkę Justina do torby i wychodzę z mieszkania pisząc mu sms-a żeby przyszedł do Strabucksa za kwadrans. Zbiegam po schodach kamiennicy i wychodzę na zewnątrz, wieje nieprzyjemny wiatr dlatego ciesze się, że kawiarnia jest za rogiem. Gdy do niej wchodzę a dzwoneczek znad drzwi informuje wszystkich o przybyłym gościu uśmiecham się promiennie. Szybko podchodzę do kasy i zamawiam swoją ulubioną kawe przed starszym panem ubranym w koszulę w kratkę, oraz spodnie wyprasowane w kancik. Siadam przy jednym ze stolików, wyjmuje telefon i przeglądam coś w nim. Po chwili dzwoneczek wesoło rozbrzękuje, a ja podnoszę głowę na nienagannie wyglądającego Justina. Idzie w moją stronę omijając dziewczyny, które wręcz ślinią się na mój widok. Muska ustami mój policzek zanim zajmuje miejsce na skórzanym fotelu.
-Więc... jak się spało z cząstką Biebera na sobie? -chichoczę ze swojego wielce wyrafinowanego żartu, a ja wywracam oczami kręcąc głową.
-Nic się nie zmieniłeś. - burczę pod nosem opierając plecy na miękkim, skórzany oparciu. Popijam swoją kawę nic nie mówiąc.
-Znalazłem prace, to się zmieniło. -mówi i puszcza mi oczko, a ja chichoczę jak małolata.
-Wow, to niemożliwe! -udaje zaskoczoną otwierając szeroko oczy. -Jestem z ciebie dumna Bieber.
Nonszalancko poprawia skórzaną kurtkę, a gdy tak na niego patrzę uświadamiam sobie co to za praca. Wczoraj, na jednej z latarni stojącej blisko tego zaułka wisiała para trampek. Wiem co to znaczy i na tę myśl po moich plecach przebiegają niespokojne dreszcze.
-Gdzie ta twoja.. Susana? - marszczy brwi oczekując na moją odpowiedź, a ja tylko wywracam oczami prychając pod nosem.
-Sasha jest na wakacjach z rodziną. - wzruszam ramionami oblizując usta. Kiwa powoli głową dolną wargę pocierając palcem wskazującym.
-Nie ubierałbym ci swojej koszulki, ale nie chciałem ci grzebać po szufladach. Dobrze wiesz, że to nie w moim stylu. - śmieje się cicho przywołując wspomnienia ostatniej nocy, której byliśmy jeszcze przyjaciółmi. Poszłam pod prysznic, a on najzwyczajniej w świecie grzebał w moich szufladach, robił zdjęcia bielizny i pokazywał kolegą mówiąc, że to właśnie ze mnie zdejmował.
-Jasne, mam nadzieje, że tym razem nie zrobiłeś zdjęć.



Pierwszy rozdział! Ugh trudno mi jest się rozkręcić, ale mam nadzieje, że po powrocie usiądę na spokojnie i napiszę lepszy rozdział.

Jeśli chcecie być informowani na twitterze napiszcie swój usher w komentarzu
Love ya xx

zostawcie po sobie komentarz bardzo proszę!

Prolog

Życie jest po to by z niego korzystać.
Możemy robić wszystko na co mamy ochotę.
Jechać na Florydę, jeść lody garściami, oglądać gwiazdy, wschód słońca na dzikiej plaży.
Organizować zwariowane domówki, upijać się do nieprzytomności. 
Uzależnić się od narkotyków, alkoholu, papierosów, czyiś perfum.
Uprawiać seks z kolegami z pracy, ignorować ból.
Mieć własny świat, z którego nie ma wyjścia.
Ale w pewnym momencie czegoś nam brakuje.
Uświadamiamy sobie, że nigdy nie powiedzieliśmy tych dwóch ważnych słów.
"Kocham Cię"
Ale czy teraz jest to ktoś w stanie zmienić?
Gdy w zatłoczonym tramwaju czujesz się sam.
Zimno jest gdy jesteś przykryty wszystkim kocami jakie posiadasz.
Więc czas na zmiany.
Tylko jest jedno pytanie...
Czy poradzimy sobie z nimi?


Prolog. Nigdy nie umiałam ich pisać i nigdy nie będę. Musiałam się spieszyć, ponieważ dzisiaj wyjeżdżam i muszę coś jeszcze dopakować, poprawić, wyprasować i tak dalej. Mam nadzieje, że kolejne rozdziały zachęcą was do czytania.
Jeżeli chcecie być informowani na twitterze wystarczy napisać swój usher
Much love x

Bohaterowie


Amanda Seyfried


Sasha Pieterse


Zayn Malik


Harry Styles


Justin Bieber


Imiona i nazwiska bohaterów są prawdziwe, ale w opowiadaniu nie są sławni.